Więzi, podobieństwa

i tożsamości

wystawa: 1–23.04.2021
EKSPOZYCJA PRZEDŁUŻONA DO 16.05.2021
miejsce: Galeria Duża Scena UAP, ul. Wodna 24



Ze względu na obostrzenia pandemiczne dot. instytucji kultury odsłona wystawy do czasu ponownego otwarcia dostępna będzie w formie dokumentacji fotograficznej na stronie Miejskich Galerii UAP .

Uczestnicy wystawy:


Anna Maria Brandys (Polska),
Milan Cieslar (Czechy),
Izabella Gustowska (Polska),
Joanna Imielska (Polska),
Magdalena Kleszyńska (Polska),
Tomas Koudela (Czechy),
Anna Kowalska-Szewczyk (Polska),
Dáša Lasotová (Czechy),
Andrzej Leśnik (Polska),
Aleksander Radziszewski (Polska),
Sonia Rammer (Polska),
Magdalena Rucińska (Polska),
Aleksandra Simińska (Polska),
Anna Tyczyńska (Polska)

Kuratorka wystawy:

Joanna Imielska

„Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje
świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący i od siebie współzależny. […] Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu”[1].

Do wystawy zaprosiłam 14 ważnych dla mnie artystek / artystów, którzy w bardzo indywidualny sposób wpisują się w temat wystawy, ale jest wiele punktów zbieżnych, wiążących linii, jednakowych łaszczyzn zainteresowań i ważnych kontekstów.

Dáša Lasotová pyta o związek: obrazu i słowa. „Czy konkurują ze sobą, czy się uzupełniają? Czy obraz można dokładnie wyrazić słowami, a tekst obrazem? W jakim stopniu tekst kształtuje obraz? Czy
obraz można odczytać jako tekst? Czy rzeczywistość lepiej opisuje obraz, czy abstrakcyjny kod języka fonetycznego”[2]? Czy świat można czytać jak książkę, jak Čtení v obraze?

Aleksandra Simińska tropi ślady ważnych dla niej artystów, czyta „ich dzienniki, wywiady, pamiętniki, listy, rozmowy, wspomnienia, notatki, nagrania”. Mówi: „Chcę ich lepiej poznać.
Zrozumieć co czuli, jak żyli, co było ważne, czego oczekiwali, jakie mieli marzenia, jak widzieli sztukę w przyszłości i co sztuka ma do powiedzenia ludziom”.

Izabella Gustowska tak mówi o swoich pracach z cyklu Lustra: „Od pewnie już czterdziestu lat notuję swoją obecność odbitą w lustrach hotelowych pokoi i łazienkowych wnętrz. Jestem zanurzona w skorodowanych kryształowych lustrach pałaców
weneckich, wkomponowana w szklane tafle prac innych artystów w minimalistycznych wnętrzach galerii i muzeów na całym świecie. To ważne dla mnie ślady pamięci w końcu moje odbicia starzeją się ze mną, ale też zgarniają różne obszary prywatnych energii, od tych otwartych na relacje do tych, które skrywają intymność i wstyd. Tak, bo czasem odczuwam wstyd podglądacza, ale nie mogę oprzeć się pokusie jaka czai się w ciągłej potrzebie szukania. Jestem współczesną Świtezianką, uwikłaną w szybie notatki kiedyś z aparatów fotograficznych dzisiaj z kieszonkowych iphonów. Jestem złodziejem po prostu bezczelnym kieszonkowcem i nie ukrywam, że sprawia mi to podniecającą przyjemność”.

Andrzej Leśnik pracuje automatyczne, zapisuje znakami swoje obrazy, streszcza, skraca, pokazuje w nich esencję emocji. „Białe i czarne obrazy Leśnika powtarzają, niczym mantrę te same barwy i wzory,
przez co możemy zanurzyć się w nich niczym w transie. Hipnotyczne efekty tych prac wzmagają właściwości wielowarstwowej i połyskliwej faktury – optycznie zmiennej, w zależności od kąta padania światła czy indywidualnego punktu widzenia. To igranie z pojęciem widzialności paradoksalnie sprawia, ze mamy szansę odbierać te prace dużo głębiej, angażując nie tylko widzenie, lecz także myśl, a niekiedy bardzo osobiste doświadczenia”[3].

Milan Cieslar nie traci czasu, pracuje szybko i w seriach, podkreśla wagę automatyzmu
i przypadku. Bliski jest mu „nieznacznie ironiczny rejestr malarskiego spojrzenia, który nazywa «malarską antymaterią»”.

Magdalena Kleszyńska zawsze sytuuje się na jakiejś granicy: różnych materii,
złożoności struktur, zakresów przekazywanych treści. Jak sama mówi: „Formy rodzą się i znikają. Pojawiają się, kształtują by później, poniekąd, płynnie przeobrazić się w inne, znane nam materie. […] Zatem nic nie ginie, nic, w swej formule pierwotniej, nie przestaje istnieć. Wszystko jest jak gdyby, zarchiwizowane”.

Dla Anny Marii Brandys „magazynowanie i zachowywanie archiwaliów w spreparowanych przez nią kolażach to próba dowartościowania zdarzeń, które z perspektywy czasu
tracą na znaczeniu, umykają czy wręcz zanikają, ale stanowią cenny budulec osobowościowy. Nawet jeśli nieuświadomiony / niedeklaratywny. To także wyzwanie rzucone pamięci operacyjnej, od której czasem dobrze byłoby się uwolnić i zaznać beztroski zapomnienia”.

O pracach Joanny Imielskiej Dáša Lasotová pisze: „Niepowtarzalność zgromadzonego materiału u Imielskiej bierze się z cech jakościowych, wieku i charakteru papieru
użytego zarówno jako materiał, jak i jako nośnik treści i znaczeń tych dokumentów oraz rękopisów. Redefinicja, jakiej Joanna Imielska poddaje te odnalezione dokumenty i zawartą w nich informację, ciąży ku obiektowi, poddaje ich treść desemantyzacji i konstruuje nowe odczytanie. Dla niej samej ten proces archeologicznej pracy i ponownego odkrywania tego, co zapomniane, może nie tylko otwierać drogę do miejsc dawno nieodwiedzanych, ale także odkrywać nowe i głębsze znaczenia sytuacji oraz związki, które ewokuje dotyk rzeczy i ręcznie zapisywane słowa. Czytelnicy tych jej na nowo komponowanych tekstów mogą się poczuć sprowokowani do badania własnej pamięci i myśli w nadziei na nowe rozpoznanie tego, co minione”[4].

Anna Kowalska-Szewczyk również opowiada o archiwach: pamiętnikach, albumach, ale w kontekście przymusowego opuszczenia miejsca, rozstaniach z ludźmi i rzeczami, które zawsze wiąże się z utratą. „Pomimo poczucia, że rozdział
został zamknięty, przeszłość stale warunkuje naszą przyszłość. Jest obecna w każdej decyzji, odczuciu czy nawet odruchu”[5].

„Zniknęliśmy jednego dnia. Wszyscy stamtąd. Do naszych domów wprowadzili się obcy ludzie. Wsiedliśmy do nie ogrzewanych, powolnych pociągów. Towarowych, bo byliśmy towarem. Po drodze odbywało się gubienie dzieci, fotografii,
dokumentów, tak, że nie da się już odtworzyć genealogicznych drzew, są zaledwie siewki, małe krzaczki”[6].

Inny rodzaj podróży, zaplanowanej, nie związanej z „utratą” odbywa Sonia Rammer. Podróżowanie jest dla artystki „stanem umysłu, rodzajem zaciekawienia,
uważnością”, skłania do „archeologicznej aktywności, która może prowadzić do zaskakujących rezultatów”, tworzenia nowych historii, archiwów, artefaktów. Kolaże Soni Rammer “wyrastają z osobistego doświadczenia i pasji górskiej. Prace są kontynuacją i rozwinięciem pytania o relację jednostki z «naturalnym» światem – pierwotnym domem – który nie tylko pozostał przez nią opuszczony, ale też jest sukcesywnie niszczony” [7].

Tomáš Koudela odnosi się do miejsca, do Galerii PLATO w Ostrawie w Czechach, której przestrzeń wystawiennicza wynosi 5 000 m², obsługuje ją 19 osób, jej roczny budżet wynosi ok. 20 000 000 Kč, a jednak jest to pusta przestrzeń, wolna od sztuki i zwiedzających ją ludzi.


Magdalena Rucińska w centrum swoich zainteresowań stawia „miejsca związane z pojęciami obecności, spotkania, zamieszkiwania. Przestrzenie żywe, naznaczone tożsamością, obrastające w pamięć. Miejsca zakorzenienia”.
Ale zauważa, podobnie jak francuski antropolog Marc Augé, „że miarą naszych czasów są tzw. nie-miejsca; przestrzenie tranzytu naznaczone tymczasowością, efemerycznością”.

Legendy Aleksandra Radziszewskiego zanurzone są również w pamięci miejsca, związane z domem na Kaszubach, ale ich wymowa sięga daleko, jest globalna „odnosi się do tego, czego pęd współczesnego świata nas powoli pozbawia,
czyli czasu i miejsca na opowieści, legendy, wspomnienia, pamięć, słowa i dźwięki”[8].

Anna Tyczyńska w cyklu Epitafium odnosi się do natury i przemijalności, tworzy efekt rozkładu, „pył po wianku”. „Negatywowy obraz zmienia czytelność” nie mamy pewności czy otacza nas rzeczywistość,
czy jesteśmy raczej w Kosmosie i stanowimy „tylko nic nie znaczącym pył, drobinę atomów”[9].

„Na opium upływającego czasu, nie ma lekarstwa…

Nawet sam czas się starzeje. Piramidy, łuki triumfalne i obeliski
są kolumnami z topniejącego lodu. Nawet ci, którym przypadło miejsce pośród konstelacji nieba, nie zdołali na zawsze zachować sławy… Największe rody przetrwały ledwie trzy razy dłużej niż dąb. Własne imię położone na jakimś dziele nie zapewnia wiekopomności, bo kto wie, czy właśnie najlepsi nie zniknęli bez śladu” [10].

Joanna Imielska

[1] O. Tokarczuk, fragment Mowy Noblowskiej, Sztokholm, 7 grudnia 2019.

[2] J. Guziur, Dáša Lasotová ČTENÍ V OBRAZECH, Ostravská univerzita, Pedagogická fakulta, Ostrava, 2019.


[3] J. Gongała, fragment tekstu do wystawy Andrzeja Leśnika Black & White w Galerii Wspólna, Bydgoszcz 2019.

[4] D. Lasotová, tekst Archeologia według Joanny Imielskiej, 2020.

[5] A. Kowalska-Szewczyk, fragment tekstu do prac pt. Podróż i Podróżni.


[6] O. Tokarczuk, Ostatnie historie, Wydawnictwo Literackie, 2015, str. 137.

[7] S. Rammer, O tych, którzy próbowali wejść za wysoko.


[8] A. Radziszewski, fragment tekstu do prac pt. Legendy, 2020.

[9] A. Tyczyńska, tekst do cyklu prac Epitafium.


[10] W. G. Sebald, Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka, przekł. M. Łukasiewicz, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, s. 32.